czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 59.



   Patrzyłam na niego, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Zayn wpatrywał się we mnie tymi swoimi wielkimi, brązowymi oczami, które lśniły jak gwiazdy. Wyglądał jak małe dziecko.

- Dobra, może mi wreszcie powiecie o  co chodzi. Zachowujecie się, jakbym zaraz miał umrzeć. - rzucił ze zdenerwowaniem Zayn.
  Popatrzyłam na wszystkich w karcący sposób, dając im do zrozumienia, że wcale mi tego nie ułatwiają. Nie mogłam dłużej tego odwlekać. Wzięłam głeboki oddech i chwyciłam dłoń Mulata.

- Zayn.. Bo chodzi o to, że...

- No o co?

- Nie pomagasz. Chodzi o to, że lekarze muszą poddać Cię eksperymentalnemu leczeniu...

- To oni już nawet nie potrafią durnego zapelnia płuc wyleczyć?

- Nie chodzi o to..

- A co?

- O Twoje struny głosowe... Jeśli lekarze nie zaczną działać już... Nigdy nie będziesz mógł już śpiewać.

 Widziałam jak z każdym wypowiadanym przeze mnie słowem, twarz Malika blednie i poważnieje. Był wściekły i załamany, choć starał się to ukryć i udawał macho.

- Eva, jeśli to jest żart, to bardzo kiepski i wcale mnie nie bawi.

- To nie jest żart Zayn. Musisz zacząć leczyć się od razu.

- Coś mi się nie chce wierzyć.. Ile to ma trwać?

- 2 tygodnie.

- I już? To przejdzie?

Zamilkłam.

- Aha, świetnie.. Mam się leczyć, ale nikt mi nie daje gwarancji, że to minie.
- Zayn, choć raz posłuchaj innych. Musisz się całkowicie podporządkować lekarzom. Nie ma kozaczenia i innych durnych wygłupów. Sytuacja jest na prawdę poważna.

- Eva ma rację. Będzie ciężko, ale damy radę ze wszystkim. - wtrącił się Liam.

- Nie dam się faszerować jakimiś lekami jak królik doświadczalny, skoro nikt mi nie daje pewności, że wyzdrowieję.

- Zayn! – krzyknęliśmy chórem.

- No co?

- To już nie są przelewki stary. Albo słuchasz lekarzy, albo już nigdy nie zaśpiewasz dla naszych fanów.. Dla nikogo.. Wybór należy do Ciebie. – rzucił wrogo Harry. Zapadła cisza. Zayn mierzył nas wszystkich wzrokiem.

- No dobra.. Może masz rację Harry. Niech robią co muszą.. – burknął Zayn. Wszyscy głośno odetchnęliśmy z ulgą, co Malik skomentował delikatnym uśmiechem.

- Okej chłopaki. Musimy isć.. Trzeba jechać na kolejny koncert. – powiedział po chwili Paul.
Widziałam jak w oczach Malika zbierają się łzy, gdy cała 4 się z nim żegnała.

- Paul, mam jechać z Wami, czy poradzicie sobie beze mnie przez te kilka dni? – zapytałam.

- Zostań, jasne. Ktoś musi być przy Zayn'ie. Trzymaj się mały i widzimy się niedługo. - opowiedziałam Paul..

-Nie! Jedź z nimi. – rzucił wrogo Malik.

Popatrzyłam na niego zszokowana.

- Słuchał? – powiedziałam po chwili.

- To co słyszałaś.. Nie chce Cię tutaj. Jedź z nimi.

- Zayn, gorączka Ci skoczyła znowu? Co ty gadasz.. – wtrącił się Lou.

- Nie. Nie chce jej tutaj. Koniec tematu. Idźcie już. – rzucił Zayn i utkwił wzrok w podłodze. Patrząc na niego zbierało mi się na płacz. Słowa Zayn’a bardzo mnie bolały. Byliśmy parą, więc powinniśmy być razem w tych ciężkich chwilach. Nic mu nie odpowiedziałam. Harry objął mnie ramieniem i wszyscy wyszliśmy z jego Sali. Byłam na niego wściekła.

- Jedziesz z nami na koncerty? – zapytał Niall, gdy siedzieliśmy w samochodzie w drodze do hotelu.

- Oczywiście, że nie. Ktoś musi go pilnować. Niech sobie gada co chce, ochrona może mnie nawet wyrzucić ze szpitala. Nie zostawię go. – odpowiedziałam poważnie, a kilka kropel łez spłynęło mi po policzku. Chłopcy i całą ekipa spakowała się, a ja załatwiłam wszystkie formalności, żeby przedłużyć swój pobyt o tydzień w hotelu.

- Weź rachunek gdy wyjedziesz. My za wszystko zapłacimy. – powiedział Paul, gdy żegnaliśmy się przed hotelem.

- Paul, dziękuję, ale naprawdę nie trzeba. Zostaję tu z własnej woli. Dam radę. – odpowiedziałam z uśmiechem.

- Zayn jest dla mnie jak syn. Koniec tematu. – odpowiedział. Mocno go przytuliłam i pożegnałam się z chłopakami. Gdy wszystkie busy odjechały, wróciłam do swojego pokoju, by trochę się odświeżyć i zmienić ubrania. Nie spałam od dwóch dni, ale zupełnie nie czułam zmęczenia. Po dwóch godzinach byłam w drodze do szpitala. Wstąpiłam jeszcze do księgarni by kupić Zayn’owi komiksy Marvela i do sklepu po mnóstwo słodyczy, żeby trochę umilić mu pobyt w szpitalu. Gdy wysiadłam na parkingu przed szpitalem, było już późno i dość ciemno. Idąc korytarzem w stronę Sali Malika, z każdym krokiem czułam się coraz bardziej niepewnie. Wiedziałam, że będzie wściekły, że nie pojechałam z chłopakami, ale przecież nie mogłam go zostawić samego. Miałam nadzieję, że to zrozumie wreszcie. W jego Sali paliło się tylko delikatne światło małej lampki, która stała na szafce obok łóżka. Zayn siedział na łóżku ze skrzyżowanymi nogami, a wzrok miał utkwiony z bliżej nieokreśloną przestrzeń. Płakał.

- Zayn.. – powiedziałam cicho, upuściłam torby na podłogę i szybko usiadłam obok niego na łóżku. Malik podniósł głowę i utkwił swój wzrok w mojej twarzy.

- Co Ty tutaj robisz? Miałaś jechać z nimi. – odpowiedział załamanym głosem.

- Na serio myślałeś, że Cię tutaj zostawię samego?

- Tak.

- Zayn do cholery, jesteśmy parą. Bycie w związku to nie tylko cieszenie się z radosnych chwil, ale przede wszystkim to wspieranie się w ciężkich chwilach. Jeśli Ty myślisz inaczej to jesteś w dużym błędzie mój drogi.

  Z każdą sekundą byłam coraz bardziej wściekła i mało mi brakowało do płaczu. Zayn to od razu zauważył i mocno mnie objął.

- Czemu chciałeś żebym pojechała z nimi? – szepnęłam mu do ucha.

- Bo się panicznie boję. Nie chciałem żebyś na to patrzyła. Za dużo już wycierpiałaś przeze mnie… - odpowiedział poważnie. Bez zastanowienia, ujęłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go. Tak bardzo brakowało mi dotyku je dłoni na mojej skórze i smaku jego idealnych ust.

- Masz szczęście, że Cię kocham głuptasie. – powiedziałam, gdy udało mi się na chwilę od niego oderwać.

   Następne półtora tygodnia było straszne. Nieustannie kłóciliśmy się z Zayn’em, a ja większość czasu poświęciłam na szukaniu kryjówek, w których chował papierosy. Muszę przyznać, że jego wyobraźnia w tej kwestii całkowicie przerosła moje wyobrażenia. Po tym okresie czasu, lekarze pozwolili Zayn’woi opuścić szpital i wrócić do ekipy. Musiał tylko brać leki i bardzo oszczędzać swój głos. Każdego wieczora Zayn wychodził z chłopakami na scenę, ale nie śpiewał. Widziałam jak bardzo dobijała go ta sytuacja, ale byłam z niego piekielnie dumna, że tak podporządkował się leczeniu. Nawet nie zauważyłam kiedy minęły dwa tygodnie odkąd Zayn zachorował. Codzienne zmiany miast, koncerty.. Tak dużo się działo. Dzisiaj miał odbyć się koncert w Meksyku. Razem z Mandie spędziłyśmy pół dnia na zwiedzaniu i bezsensownym kręceniu się po ulicach Mexico City. Byłam całkowicie oczarowana tym krajem i ludźmi. Niestety musiałyśmy wracać i szykować chłopaków do koncertu. 5 minut przez rozpoczęciem, do moich uszu dotarły odgłosy dość mocnej kłótni.

- Daj mi mikrofon! – syknął Zayn ze złością.

- Ale Zayn, musisz się jeszcze oszczędzać. – odpowiedział techniczny.

- Co się dzieje? – powiedziałam.

- Zayn chce dzisiaj śpiewać.

- Oszalałeś?!

- Mieli mnie leczyć 2 tygodnie. 2 tygodnie minęły? Minęły. Daj mi ten cholerny mikrofon!!! – krzyknął Malik, po czym wyrwał Frankowi z rąk mikrofon i dołączył do chłopaków przy wejściu na scenę. Po 3 minutach całą piątka wpadła na scenę i zaczął się koncert. Ja stałam przerażona obok Franka. Gdy nadszedł moment solówki Zayn’a w Gotta by you, zamknęłam oczy i przykucnęłam na ziemi. Bałam się najgorszego.. I nie myliłam się.. W połowie solówki Zayn zamilkł.. Stracił głos.

- O nie.. – szepnęłam.. 

14 komentarzy:

  1. ej o mało co się nie popłakałam
    rozdział świetny i wg życzę weny i czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu ! Co dalej ?! Mam nadzieje, że będzie dobrze.Świetny rozdział tylko strasznie mi szkoda Zayn'a ;c

    Natalie ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. ej nie! nie ma, że Malik nie śpiewa! wiedziałam, ze cos bedzie nie tak! kocham te komplikacje tak btw ;p ;* mam nadzieje, ze nie stracil glosu na zawsze. nie moge sie doczekac kolejnego! ;*
    kocham <3.

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW :C Cudowny ale i dołujący :'( Nie mogę się doczekać następnego xxxx

    OdpowiedzUsuń
  5. O moj boze szybko dodaj kolejny prosze nie wytrzymie!!malik nie moze starcic glosu!! Prosze szybko kolejny :-*ala

    OdpowiedzUsuń
  6. O BOŻE ! *.* Cudowny, ale smutaśny ! Kocham tego bloga. Szybko next. Biedactwo z tego Zayna <3
    Zapraszam do mnie :
    http://lifeisbrutal-onedirection-fanfiction.blogspot.com/
    http://nig-d-y.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. ;'(- tylko tyle mogę teraz powiedzieć!!!
    Zapraszam: www.destiny-harrystylesff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW WOW ZAJEBISTE

    OdpowiedzUsuń
  9. to nie jest spam: alien-nominacja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. O nie... Na pewno nie stracił głosu, on po prostu nie mógł go stracić. Nie doleczył się i to tylko takie chwilowe albo po prostu poczuł się niepewnie i przerwał piosenkę? Błagam, on nie może stracić głosu. Dlaczego on musi być taki uparty? Rozumiem, że kocha śpiewać ale zdrowie jest ważniejsze. Ugh... dodaj szybko nowy bo ja mam już w głowie milion różnych scenariuszy tego jak to się może dalej potoczyć. :D

    Nowy: http://all-our-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Szybko next, bo nie mogę się doczekac już co będzie dalej:)))

    OdpowiedzUsuń