sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 63.



     Kolejne dni minęły całej ekipie pod znakiem depresyjnego nastroju. Zmęczenie dawało się wszystkim już mocno we znaki. Trasa po Stanach trwała już przecież ponad miesiąc, a każdy następny dzień przypominał poprzedni: hotel, wywiady, sesje, koncert, podróż, hotel, wywiady, koncert itd. Harry wg ze mną nie rozmawiał, chodził smutny i odłączył się od ekipy. Patrząc na niego, serce mi pękało, gdyż wiedziałam, że jego nastrój był spowodowany moimi zaręczynami z Zayn’em. Myślałam, że ucieszy się, że między mną, a Malikiem wreszcie wszystko się układa i że zamierzamy się pobrać. Niestety, myliłam się. Cały czas miałam przed oczami wyraz jego twarzy, podczas naszej ostatniej rozmowy.

- A co, jeśli on się we mnie zakochał? – pomyślałam i zakrztusiłam się dymem papierosa. Szybko wyrzuciłam tę myśl z głowy. Harry nie mógł się we mnie zakochać.. Byliśmy przyjaciółmi.. Najlepszymi. Nie chciałam wracać do środka. Wyciągnęłam się na trawie, zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłymi promieniami Słońca. Na kilka chwil zapomniałam o wszystkim co się wokół mnie dzieje.. Byłam myślami gdzieś daleko, w spokojnym miejscu. W lepszym miejscu.

- ZAYYYNNN!!!! – usłyszałam po chwili piski fanek zebranych za płotem wokół parkingu. Mój spokój prysnął, jak bańka mydlana. Malik ucałował mój policzek, po czym położył się obok mnie na trawie.

- Co tak zniknęłaś? Szukałem Cię wszędzie. – powiedział po chwili.

- Musiałam trochę pomyśleć. – odpowiedziałam i w tuliłam się jego tors, a Zayn objął mnie ramieniem, co tłum zebranych fanek zkwintował krzykami i piskami. Zamknęłam oczy i skupiłam swoją uwagę na miarowym biciu jego serca.

- Często Ci się to zdarza ostatnio.. Znikać. Wszystko w porządku kochanie?

- Tak Zayn.. Musiałam to wszystko sobie poukładać w głowie..

- Co dokładnie?

- To, że niedługo zostanę Twoją żoną..

- Ale cieszysz się prawda?

  Zayn oparł się na łokciach i wysłał mi poważne spojrzenie. Odwróciłam wzrok w drugą stronę i posmutniałam.

- Ej Eva!

- Głupi jesteś. Jasne, że się cieszę! – krzyknęłam, przewróciłam go na trawę i zaczęłam go całować. Oczywiście moje zachowanie znów zostało skomentowane głośnym  krzykiem fanek. Leżeliśmy jeszcze dłuższą chwilę bez słowa. Niestety, czas naglił. Trzeba było szykować się do koncertu. W garderobie panował jak zawsze totalny chaos.

- Ev.. Możemy chwilę pogadać? – powiedział niepewnym głosem Liam.

- Jasne Liaś. Chodźmy stąd. – odpowiedziałam, chwyciłam go za rękę i wyszliśmy do pustego pokoju, gdzie trzymaliśmy pudła.

- No co jest.. – powiedziałam z uśmiechem.

- Słuchaj.. no bo.. w sumie się przyjaźnicie i wg… Czy Mandie coś Ci o mnie wspominała? – zapytał speszonym głose.

- Bardzo dużo razy… „Ev, Liam zepsuł buty”, „ Evm trzeba zamówić bluzy dla Liam’a”.

- Wiesz co  mi chodzi!!

- Jacy Wy jesteście uroczy. Weź ją zaproś na drugą randkę no!

- Ale ona pewnie nie chce i umówiła się ze mną, żeby mieć spokój.

- Zakochani ludzie… Boże jacy oni są nie do zniesienia. Siedź tu!

Czym prędzej wróciłam do garderoby i na siłę wyciągnęłam z niej Mandie.

- Ej, ale o co chodzi?! – rzuciła wrogo, gdy wepchnęłam ją do pokoju, w którym czekał Liam.

- Mandie.. Liam.. Liam.. Mandie. Znacie się, znacie. Macie mi się w tej chwili umówić na drugą randkę.
Zapadła niezręczna cisza. Liam co chwilę zerkał na Mandie, próbując cokolwiek powiedzieć. Brązowowłosa utkwiła wzrok w podłodze i nerwowo bawiła się zakończeniami sukienki.

- Ehh.. zapomniałam dodać, że ja Was stąd nie wypuszczę dopóki tego nie zrobicie. Koncert zaczyna się za 30 minut.. Chyba nie chcesz go przegapić Li, hm? – rzuciłam z rozbawieniem. Znów zapadła cisza. Całkowicie skończyły mi się pomysły, jak tę dwójkę zmusić do mówienia tego co naprawdę czują.

- Mandie.. Jesteś świetną dziewczyną i… i świetnie się bawiłem na naszej pierwszej randce.. i.. i ciągle o Tobie myślę… Umówisz się ze mną jeszcze raz? – przemówił, po chwili nieswoim głosem Paynoo. Mandie nawet nie odpowiedziała, tylko rzuciła mu się w ramiona i pocałowała. Kamień spadł mi z serca.

- Okej, a teraz do pracy gołąbeczki. – powiedziałam, otwierając drzwi. Gdy wracałam bocznym korytarzem do garderoby, minął mnie Harry. Postanowiłam wreszcie wszystko z nim wyjaśnić i  oczyścić tą chorą atmosferę.

- Harry! – krzyknęłam za nim, jednak on zamiast się zatrzymać, przyspieszył jeszcze kroku, nawet się nie odwracając.

- Harry, zaczekaj! – kontynuowałam, jednak sytuacja się powtórzyła.

- Harry Styles! Przestań zachowywać się jak dziecko do cholery! – syknęłam. Byłam już bardzo wściekła i mało brakowało mi do łez. Hazza tylko opuścił głowę i powoli odwrócił się do mnie twarzą.

- Po co krzyczysz? – syknął przez zęby.

- Chciałam pogadać.. Chyba powinniśmy nie? – powiedziałam i zrobiłam kilka kroków w jego stronę.

-Nie mamy o czym.

- Harry.. Czemu tak się zachowujesz…

  Styles nawet się nie odezwał, tylko odwrócił się napięcie i ruszył w stronę tour busa.

- To jest nie do zniesienia! Jesteśmy przecież przyjaciółmi. Kocham Cię jak brata!

    Harry zatrzymał się i zacisnął dłonie w pięści. Serce zaczęło walić mi jak szalone, bałam się jego reakcji. Minęło kilka sekund, po czym Harry odwrócił się napięcie, kilkoma krótkimi krokami znalazł się tuż przede mną, chwycił mnie za nadgarstek, gwałtownie przyciągnął do siebie i wpił swoje usta w moje, a dłońmi błądził w moich włosach. Jego pocałunek był tak zachłanny i namiętny, jak gdyby świat miał się za raz skończyć, brakowało mi tchu.

- Ja Cię nie kocham jak siostry, więc nie mów mi o zachowaniach nie do wytrzymania, ok? – rzucił niskim głosem i wszedł do busa, zostawiając mnie samą. 

__________________________________________________________________________________

WYBACZCIE MI, ŻE ZNOWU TO TYLE TRWAŁO, ALE ZUPEŁNIE NIE MAM NA NIC CZASU.:( POSTARAM SIĘ POPRAWIĆ!!! TEN ROZDZIAŁ, W CAŁOŚCI CHCIAŁABYM DEDYKOWAĆ MOJEJ KOCHANEJ I JEDYNEJ małejW, KTÓRĄ KOCHAM NAD ŻYCIE I KTÓRA JEST MOIM MAŁYM SŁONECZKIEM!!!! DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ!!XXX